niedziela 20:30.sprzÄ…tanie, pracownicy robiÄ… zakupy .
stoję przy kasie za ochroniarzem /z wyglądu negatywnie zweryfikowany sierżant milicji/ z żalem do całego świata.
podchodzi do mnie znany mi z widzenia grzeczny lumpek daje mi pieniądze i piwo .prosi żebym mu kupił bo jemu nie sprzedadzą i nagle zbaraniałem bo oto ochroniarz jak kobra porywa z taśmy butelkę i krzyczy /zwracając uwagę innych nielicznych klientów / że wszystko widział i słyszał/?!/ mówię żeby dał spokój bo chyba mogę kupić sobie piwo . jeszcze z uśmiechem
mówię żeby jako polak katolik dał spokój bo przez niego ten facet może rana nie doczeka . miałem wrażenie że pan ochroniarz o mało mnie nie uderzy . z biura oddalonego o około 3m. wyszła kierowniczka która prawdopodobnie wszystko widziała przez weneckie lustro. ochroniarz powiedział do niej że go skląłem .problem się trochę rozwiązał bo facet od piwa uciekł . powiedziałem ochroniarzowi że chyba nie ma problemów . a on mnie, że może mnie załatwić i mnie zamkną .kto? ochroniarze ?
pani przy kasie próbowała załagodzić tłumacząc że ochroniarz jest nerwowy.kiedy wyszedłem ze sklepu podszedł
gościu od piwa podziękował mi i z żalem powiedział on mnie teraz zabije /?!/ja zaś pomyślałem : że dawka adrenaliny którą otrzymałem powinna podlegać ustawie o dopalaczach . bo o co chodzi ?