Poszłam na badanie krwi, rozerwano mi żyłę i przez 3 dni nie mogłam ruszać ręką. A stało się to tak. Dnia 12 września 2011 o godzinie 9:30 udałam się do laboratorium diagnostyk przychodni przy os. Marysieńki 25 celem pobrania krwi. Pielęgniarka nie miała problemu ze znalezieniem żyły, ponieważ były bardzo dobrze widoczne. Samo ukłucie nie bolało, natomiast po pobraniu kobieta nie wiedzieć czemu zamiast wyjąć igłę WYSZARPNĘŁA ją, i to pod takim kątem że utworzyła się tam rana ok 0,5 cm. Strasznie mnie to zabolało. W ciągu kilku godzin ból się nasilał, odejmował całą rękę, miejsce po ukłuciu spuchło, zrobił mi się ogromny siniec wielkości ok 7 na 4 cm oraz podskórny bąbel wypełniony krwią. Przy jakimkolwiem ruchu czy podniesieniu ręki ból był nie do zniesienia. Poszłam do lekarza. Był zbulwersowany całym zajściem, zapytał mnie, gdzie pobrano mi krew. Okazało się że mam poszarpaną żyłę, zalecił mi by chodzić z ręką w temblaku przez okres conajmniej 3 dni, stosować maść i tabletki. Rozumiem że zdarzają się wypadki przy pracy, ale taka nieuwaga przechodzi ludzkie pojęcie. Myśl o kolejnym badaniu krwi mrozi mi krew w żyłach............ :-/
